Mam to szczęście, że w linii prostej od domu dzieli mnie może 200m od lasu, niewiele więcej od pól i nieco więcej od terenów nadwarciańskich. Jedyny minus tych ostatnich to dziki, przed którymi odczuwam respekt. (Na marginesie.. nie zdecydowałabym się na wyżła, gdybym nie mieszkała tam, gdzie mieszkam)
W miarę możliwości staram się zmieniać miejsca spacerów. Z dwóch powodów: ścieżki, które już znam, po krótkim czasie stają się dla mnie nudne i przestaję mieć radochę. Drugą, pewnie bardziej istotną sprawą jest chęć dostarczania psu nowych bodźców zapachowych. Uwierzcie, że Kepi przez 3/4 spaceru nie odrywa nochala od ziemi. W ten sposób korzystamy na tym obie: ona ma nowe tereny do eksplorowania, ja nowe widoki do podziwiania.
Poniżej fotorelacja z dzisiejszych harców. Polecam tereny nadwarciańskie wszystkim, którzy lubią patrzeć na swobodnie biegającego psa bez nerwów, że zaraz ktoś podejdzie i zwróci uwagę na psa puszczonego luzem. Co prawda przebiega tu ścieżka rowerowa, jednak brzydszy dzień gwarantuje spokój i ciszę.
Dla wszystkich przyszłych właścicieli: węgier wybiegany = węgier szczęśliwy i tego się trzymajmy.
__________________________
*cały czas pracujemy nad tym